poniedziałek, 16 listopada 2009
poniedziałek, 12 października 2009
Off Motion 2010

Poprzednia edycja: www.offmotion.pl
piątek, 9 października 2009
Data Flow 2
poniedziałek, 5 października 2009
No Big Score (wstęp)
Oglądając mecz piłki nożnej trudno mi ukryć podziw nad cudowną absurdalnością tego spektaklu. Daję wtedy upust złośliwym interpretacjom w duchu sceptycyzmu Baudrillarda: węszę spisek estetyczny. Trudno też nie doszukać się analogii do skeczu trupy Monty Pythona: sportowej konkurecji polegającej na rozdeptywaniu samochodzików matchbox. Piłka nożna dostarcza emocji podobnego sortu. Dorośli faceci w krótkich majtkach miotają się po arenie dadaistycznych zmagań - gniotą, miażdżą, kopią, wywracają na murawę, plują, ciągną za koszulki z logotypami wielkich koncernów (rozciągnięte logo jest bardziej widoczne w telewizji). Opętańcza wojna, której wieńczącym dzieło zniszczenia trofeum nie jest samica, terytorium, ani dostęp do wody i pożywienia. Gra toczy się o nadmuchiwany balon naciągnięty skórą. Ale równie dobrze mogłaby to być zajęcza skórka.
Dalsze analogie stwarzają nowe pola interpretacji. Użyjmy do testu porównawczego sztukę. Przecież sport - tak jak i sztuka - jest działaniem symbolicznym, wyraźnie nieprzystającym do życia codziennego. Jest irracjonalnym zdarzeniem performerskim - wręcz idiotycznym z racjonalnego punktu widzenia - którego widowiskowość jest celem samym w sobie. W sporcie - tak samo jak w sztuce - mamy instytucję krytyka-recenzenta, mamy “bezinteresowną przyjemność” (lub, jak kto woli, cierpienie za miliony.... zielonych papierków), styl, wirtuozerię, ekspresję, mecenat, wernisaż, finisaż, dokumentację, biznes transferowy, rankingi. Czym różni się Michael Phelps od Romana Opałki? Ten pierwszy pływa nieprzerwanie, jak automat, od jednej krawędzi basenu do drugiej; zaś drugi prawie całe życie poświęcił nanoszeniu kolejnych cyfr na płótno (robi to nieprzerwanie od 1965 roku). Aktorzy tych spektakli, odrzucając model powinności jednostki - solidnie skrojony na potrzeby masowej świadomości - kultywują zachowania aspołeczne, marginalne, wyzywająco niepraktyczne. Przeciętnemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że mógłby biegać wokół stadionu przez 20 lat, lub usypywać mandale. Nie przeszkadza to jednak cenić ich poświęcenie. Podziw dla tych jednostek to rekultywacja zakorzenionego w chrześcijaństwie kultu świętości i męczeństwa. Dziś nikt nie wysiaduje przez 40 lat na 18-metrowym słupie, nikt się nie biczuje, nie głodzi. Średniowieczni święci byli odpowiednikami dzisiejszych idoli sportu i sztuki. Wyrzekali się zwykłego życia, tak bezpiecznego i logicznego dla mas. Ich ścieżka kariery była monotonna i żmudna.
Dziś większość ludzkich aktywności to w głównej mierze tworzenie fikcji, symboli, wirtualnych wartości. Sport i sztuka to jedynie przykłady. Nawet najbardziej absurdalne aktywności można dziś zinstytucjonalizować, uprawomocnić, podnieść do rangi kultu. Ale zanim to się stanie, trzeba przekonać masy do znaczeń. Lud musi to kupić. Musi dać się zahipnotyzować szamonom-performerom; dać się wciągnąć w grę: sterowany joystickiem ping-pong dla bezrękich, bez punktacji i bez planszy GAME OVER. Ta gra dystrybuowana jest w pakiecie z wirusem - wadliwym boot-sektorem systemu zbiorowej wyobraźni, który miesza w kodzie pojęciowym. Kto skonstruuje potężniejszego wirusa, tego gra przejdzie do Hall of Fame grywalności. Sieciowe gry w religie, systemy społeczne, nowinki estetyczne i filozoficzne frywolności. Copy. Paste. Reset.
Game over / 2007 / ołówek, tusz / A4
wtorek, 29 września 2009
poniedziałek, 7 września 2009
niedziela, 6 września 2009
Archiwalia

Porady dla pracowników ubojni bydła rogatego
1) nogi w lekkim rozkroku, 2) cyniczny wyraz twarzy: jedna brew wyżej, maska humanisty, 3) nie oblizuj noża, po co strzępić język, 4) tnij według zasady złotego podziału, 5) targnij za trzewia, a poruszysz tłumy, będziesz idolem zbuntowanych nastolatek, 6) upuść krwi, zyskasz przychylność próżnych dam łaknących widoku posoki na Twoim białym fartuchu, w okolicach krocza, 7) nie daj się zwieść melodyjnemu rykowi zarzynanych stworzeń: w podstępny sposób prowokują cię do podrapania ich po wymionach... (sprytne bestie!)
(dla dziewcząt około 18 lat)
1) zakładaj jak najcieńsze rajstopki, aby przez alabastrową skórę Twój wybraniec mógł dostrzec skomasowane w tobie żywioły tętniące aortą udową (czy też żyłą - nie jestem dobry z anatomii); 2) wydymaj wargi, nie zapominaj o ciągłym ich nawilżaniu ozorkiem; 3) oddychaj dwoma piersiami naraz - mężczyźni kochają symetrię; 4) w trakcie seksu oralnego, wydawaj bardzo niskie pomruki, możesz zanucić mruczankę Kubusia Puchatka - Bim, bom - pamiętaj, aby mlaskać z klasą ... 5) otaczaj się roślinami doniczkowymi, mężczyzn to podnieca do szaleństwa.
5 czerwca 2004 05:58
NOWINKI Z EZOTERYCZNEGO KRAKOWA
(automatic writing)
Ulice Krakówka lepią się od zawiesistej zupy ostro-kwaśnej z bron i kos, którą wylewają rolnicy na znak protestu. Zwinnie operując warząchwiami, tryskają ożywczym płynem wprost z parujących kotłów wykonanych z żywej tkanki. Sytuacja jest patowa i - co tu dużo mówić - niezręczna.Odpowiedzialność za incydent spadła oczywiście na żony lotników. To one podjudzaja do największych niegodziwości - w zeszłym roku były inicjatorkami zamiatania trotuarów językami. Akcja przebiegła błyskawicznie - watahy żon z naostrzonymi i naoliwionymi ozorkami, nie bacząc na protesty bojówek mszyc i mokolągw, przylizały fantazyjnie kocie łby oraz regularne przerwy między kratkami ściekowymi. Wkrótce obszerna relacja.
- Jak inaczej wytłumaczyć nieskrywaną niechęć do sakrum? Widziałem to w każdym jego ruchu, w każdym geście, w każdym zdradzieckim spojrzeniu. Przede wszystkim zdradzała go mowa ciała: gdy się żegnał czynił to śpiesznie, bez namaszczenia. To typowy symptom, wręcz podręcznikowy. Gdy mówił "Ojcze nasz..." był jakby nieobecny duchem, mówił to bez przekonania. Źle artykułował spółgłoski, przeskakiwał frazy, rwał rytm modlitwy, słowa układały mu się nieskładnie, często się jąkał. Do tego kładł niechlujnie akcenty, nie przykładał się. Aż włos mi się jeżył pod pachami."
Podano naleśniki z szemraną marmoladą przybraną różowym kwieciem - pomarszczonym i nadpalonym po bokach. Przed smażeniem stłumiono witalność marmolady w kilku etapach:
1) przewożono ją na wózku widłowym po ruchliwym rondzie
2) przeprowadzono iniekcję kolagenu w krzemowej zasypce
3) uformowano w zgrabne 'sześcienne kulki'
4) zroszono uryną modliszek i podlano absurdem
5) dokonano defragmentacji i sprzedaży na rynku wtórnym akcji
sobota, 5 września 2009
Nowa kropla
wtorek, 25 sierpnia 2009
Polaryzator / foto

wtorek, 18 sierpnia 2009
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
niedziela, 16 sierpnia 2009
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Zmuszanie do myślenia?
Nie lubię, gdy ktoś wypowiada zdanie: "Robię sztukę zmuszającą do myślenia." To bezduszne ciemiężenie - takie przymuszanie do myślenia jest prawie tak samo odrażające, jak opresyjne nakłanianie do zakładania zmiennego obuwia w szkole i do picia tranu. Nie można poddać się tyranii krytyków i ich dogmatom świętych powinności twórcy wobec narodu, świata, cywilizacji, demokracji, historii, środowiska naturalnego itp. To oni wymuszają takie służebne podejście do sztuki. "Twój głos nie jest ważny, jeśli nie jest zaangażowany".
Tak naprawdę myślenia nie można wyłączyć, ale można zagubić zmysłowe postrzeganie. Jeśli zmysły będą napięte, rozum sam znajdzie drogę do małych olśnień. Optuję za przekazem sensualnym. Mam taką optymistyczną teorię, iż gdy przyłożymy się solidnie do formy (np. spraw techniczno-warsztatowych), to suma doświadczeń i wewnętrznych napięć sama się ujawni w dziele. Lubię przekaz, który pojawia się od niechcenia, jakby przypadkowe muśnięcie podświadomości. Nastrajanie wrażliwości zamiast kalkulowania: prognozowania cywilizacyjnych dramatów, knucia, szukania publicystycznych wybiegów, haseł, sloganów, urojonych wrogów.
poniedziałek, 27 lipca 2009
sobota, 25 lipca 2009
Rozdarcie
Czy nie jestem czasami rozdarty? Nie pcha mnie w regiony, do których dostęp sobie ograniczyłem?
Oczywiście, że mnie pcha. Wciąż zmieniam granice tolerancji. Jeszcze do niedawna brzydziłem się minimalizmem, uważając go za pochwałę nudy. Teraz jest mi bliski. Może za niecały rok buńczuczne deklaracje zawarte w tym wpisie będą wyrzucone poza obieg roboczych inspiracji? Może będę się ich wstydził? Jestem rozdarty i to też jest jakaś niestabilna wartość, choć może nie sama w sobie. Wewnętrza spoistość to nuda. To tak jakby nagle zwolennicy i przeciwnicy aborcji doszli do konsensusu i wypracowali sobie wspólne zdanie na temat sporu ideowego, który stanowił spoiwo ich tożsamości. I co? Nuda! Nic się nie dzieje.
Lech Jęczmyk przypomniał ostatnio na łamach magazynu 'Czas Fantastyki' o teoremacie matematyka Goedla, wedle którego w każdym systemie pojęć i reguł istnieją problemy nierozwiązywalne środkami tego systemu. Podważając więc ich nierozwiązywalność, podważamy cały system. Gdy za system przyjmiemy naszą cywilizacje (przecież to także zbiór praw, pojęć i reguł), to również należy liczyć się z tym, iż są kwestie niedyskutowalne. Może gdy rozwiążemy problem z aborcją, nasza cywilizacja rozpadnie się. Wiedziony tym poczuciem, pielęgnuję wewnętrzne rozedrganie, niespójność, wielobiegunowość. Gdy się kiedyś sam ze sobą zgodzę, to będzie mój cichy koniec.
[fragment tekstu z albumu Zalibarek: The Result of Matters Fermantation]
czwartek, 23 lipca 2009
Wzmianki
środa, 22 lipca 2009
poniedziałek, 20 lipca 2009
niedziela, 19 lipca 2009
Pot i "Pod"


czwartek, 16 lipca 2009
Fuzje 1: stadium 2
środa, 15 lipca 2009
Wzorzec Sutka: nieśmiała zapowiedź

wtorek, 14 lipca 2009
Much More Higher Definition?
Shame the drawings aren’t shown bigger though.________
Zbliżamy się do standardu high definition - bezużytecznej doskonałości obrazu. [...] Im bardziej zbliżamy się ku definicji absolutnej, ku realistycznej perfekcji obrazu, tym bardziej zatraca się jego zdolność tworzenia złudzeń.




















